Niewiele pamiętam z tego wszystkiego. Ktoś krzyczał, ktoś uciekał, niebo zaczęło się rozpadać… Ja patrzyłam tylko na Ciebie i nie wierzyłam w to wszystko… cała droga razem i teraz nagle już Ciebie nie ma… Ty umierasz, ja zostaję.

STACJA XII. JEZUS UMIERA NA KRZYŻU

Już nie wiem czy ktoś mnie zrzucił z mojego krzyża, czy wstaję o własnych siłach. Nie wiem nic, wpatruję się tylko w Ciebie...

Cały zakrwawiony, wisisz na krzyżu... na Twojej twarzy, która w drodze uśmiechała się do mnie dodając sił, teraz grymas bólu... słyszę tylko ciszę... Ptaki nie mają odwagi otworzyć dzióbków, wiatr ucichł, jakby chciał uważniej przyjrzeć się temu, co się dzieje.

Coś się w między czasie dzieje, coś mówisz... wybaczasz człowiekowi, który ukrzyżowany obok Ciebie... ale nie słyszę słów, wpatruję się tylko w Twoje ręce, gdzie cztery gwoździe, i w stopach dwa... gwoździe przeznaczone dla mnie.
Mnie nie dano zginąć z mym bólem, mnie go zabrano... i przyjąłeś go Ty...

Łzy zalewają mi oczy, ledwo dostrzegam Twoją postać. Mam poranione ramiona, ręce we krwi i siniaki na nogach... ale nie umieram! Kazałeś mi żyć! Zabrałeś wszystko ode mnie, wszystko, co najgorsze, żeby dane mi było stawiać w życiu jeszcze szczęśliwe kroki! Pozwalasz wyleczyć moje rany!

Ten kocioł myśli w mojej głowie wyrażam cichym i spłakanym:
- Jezu... - czuje jak broda mi drga, głos więźnie w gardle... Tyle z Tobą w tej drodze przeżytych chwil, tyle w moim bólu mnie nauczyłeś... a teraz odchodzisz? Co teraz zrobię... - Jezu - powtarzam tak cicho, że już nie wiem, czy te słowa naprawdę padły. Ty jednak je słyszysz i spoglądasz na mnie.

Twój wzrok jakiś spokojniejszy. Przez ogrom bólu uśmiechasz się jednym kącikiem ust. Patrzysz na kogoś obok mnie i mówisz:
- Matko... - spoglądam na Kobietę obok... To Twoja Matka, pamiętam z naszej drogi... tak mi wstyd, że Jej nie dostrzegam wcześniej. Stoi przerażona. Wpatruje się w Ciebie, jakby chciała zapisać w pamięci każdą sekundę Waszego wspólnego życia...


Pamiętam to uczucie...Tak bardzo marzę, aby cofnąć się do czasu, kiedy zatrzymywałam każdą sekundę bicia serca mojego dziecka, zanim lekarz powiedział, że nie żyje i trzeba poczekać na wyjście dziecka, poronienie.
W oczach Twojej Mamy jest ten sam ogromny ból...

Dopiero spostrzegam, że obok mnie jest jeszcze jakaś kobieta...strasznie płacze i mężczyzna. To chyba Twój przyjaciel, bo pamiętam, gdy szliśmy, całą drogę szedł obok Twojej Matki.
- Matko - powtarzasz z bólem spoglądając na Nią i na nas - oto dzieci Twoje
Nagle patrzysz na przyjaciela i na mnie i mówisz - ...Oto Matka wasza.

Moje serce zadrżało! Nagle przestaję się czuć jak sierota bez domu. Odchodzisz, ale nie zostawiasz w samotności.
Twoja Matka ze łzami w oczach spogląda na mnie i obejmuje ramionami.

- Boże mój, Boże, czemuś mnie opuścił... - mówisz resztkami sił. Pamiętam te słowa. Były w mojej głowie od wyroku, przez całą drogę... Teraz czuję, że spływa ze mnie ból... wziąłeś go całego i czujesz to, co ja.

- Wykonało się. Ojcze, w Twoje ręce powierzam Ducha Mojego - mówisz tak bardzo świadomie. Chwytasz oddech, jakby nagle tlenu zabrakło!
- Walcz! - proszę - Nie odchodź!
A Ty, jakby w zwolnionym tempie podnosisz się na stopach i opuszczasz głowę.

Ziemia się trzęsie! Kamienie opadają z Golgoty, słychać krzyk ludzi i rozrywane szaty! Pioruny przeszywają niebo! Ludzie uciekają w popłochu! Twoja Mama opada na kolana a jej łzy uderzają z hukiem o ziemię.

Osuwam się w bezsilności i wpatruję w Ciebie. Jakby w amoku patrzę jak żołnierz przebija włócznią Twój bok. Z niego wypływa krew i woda. Tryskają na mnie, ale nie ruszam się.

Nie powiem nic. Nie będę udawać, że rozumiem cierpienie...

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.