Obok mnie żołnierz z młotkiem i gwoździami… zamykam oczy, nie chcę patrzeć jak będzie mnie przybijał do mojego bólu… W uszach słyszę tylko Twój krzyk

STACJA XI - JEZUS PRZYBITY DO KRZYŻA

HUK! Słychać jak wielkie krzyże upadają unosząc w powietrzu pył i piach. Potem cisza. Odwracam się jakby w zwolnionym tempie. Widzę Twój krzyż. Popychają Cię i rzucają na niego. Twoje ręce rozciągają tak brutalnie, aż zdaje mi się, że słyszę pękanie Twoich kości.

- Jezu - krzyczę i odwracam wzrok. Nie mogę na to patrzeć. Jeszcze przed chwilą wsłuchiwałeś się w to drewno, jakbyś słyszał wszystkie serca dla których tu idziesz, a teraz... teraz przybiją Cię do nich! Będziesz z nimi aż do swojej śmierci!
Spoglądam znów na Ciebie. Wbijają gwoździe w Twoje wykończone dłonie. Twój krzyk bólu rozdziera niebo. Jesteś taki prawdziwy! Nie zgrywasz bohatera! To tak strasznie boli, że Twój głos przenika każdą moją tkankę. Nie mogę tego słuchać. Mam wrażenie, że moje serce pęka. Osuwam się na kolana.

Nagle ktoś mnie szarpie. To żołnierze! Ciągną mnie na mój krzyż! Jezu, jak ja się boję! Staram się wytrwać, ale Ty jedyny wiesz, co czuję.
Nie wierzę! Do końca mojego życia będę żyć z tym balastem. Gwoździe będą mnie tak spajać z tym ciężarem, z moim wyrokiem, że nigdy, przenigdy nie zacznę już normalnie żyć! Lekarz krzyknął wyrok a ja... teraz... na zawsze... i już nigdy, przenigdy nie będę czuć szczęścia! ...tylko te potworne, zardzewiałe gwoździe...

Zaciskam zęby. zamykam oczy tak mocno, że mam wrażenie, ciemność jeszcze nigdy nie była tak ciemna! Przerażenie - to jedyne co czuję. Rozciągają moje ręce, niemal wyrywają z barku.
Czuję jak łza spływa po moim policzku, ale nie mam odwagi podnieść powiek.

Znowu słyszę Twój krzyk! Nie mogę tego znieść! Tak wiele uderzeń o Twój krzyż. Młot! Gwóźdź! Krzyk! Młot! Gwóźdź! Krzyk! Młot! Gwóźdź... cisza.

Otwieram oczy z przerażeniem. Żyjesz. Jeszcze żyjesz. Czuję ulgę i ból nie do wypowiedzenia. Patrzę na swoje dłonie, na ludzi wokół. Nie ma nikogo obok mnie. Gdzie żołnierze? Gdzie moje gwoździe??? Co się dzieje?

Podnoszę się niepewnie. Patrzę w Twoją stronę.
- Jezu! Twoje dłonie! - Krzyczę na całe gardło. - Twoje nogi - mówię już ciszej, gdy dostrzegam, że w każdej Twojej ranie po dwa gwoździe... moje gwoździe...
- ćśśś - szepczesz - Tak trzeba.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami