Niosą ciężar tak wielki… wiem, że sobie nie poradzę. Chcę uciec, od bólu, od ludzi, od ich szyderczych spojrzeń. Tylko Ty stałeś i słuchałeś
bicia serca w drzewie.


STACJA II. JEZUS BIERZE KRZYŻ NA SWOJE RAMIONA

Patrz. Niosą Ci kawał drewna. To Twój krzyż. Rzucają nim w Ciebie. Uginają Ci się kolana. Patrzysz na niego. Opierasz się czołem, przykładasz twarz, jakbyś chciał usłyszeć, jak serce bije w tym kawałku drewna.

Przynoszą i mój ciężar i każą nieść. Nie daję rady utrzymać. Wypada mi z rąk. Jak mogę żyć z tym wszystkim? Jak mam wziąć to, co mnie tak boli i po prostu nieść?

Patrz Jezu, jak oni na nas patrzą... jakby gardzili nami. Patrzą czy damy radę podnieść się i pójść. Dam radę - mówię w duchu i staram się wyprostować nogi. Nagle w uszach słyszę ten niesprawiedliwy wyrok. I Twój, i mój... Piłat, tłum, lekarz, "krzyż", "śmierć", "nigdy", "chorzy"... Przypominam sobie to wszystko i odrzucam mój ciężar. Moją walizkę pełną cierpienia i bólu! Nie dam rady! Odrzucam ją, lecz ona przygniata mnie tak, że nie mogę wstać.

Łzy płyną mi po policzkach. Nie dam rady. Nie tak jak Ty! Ty słuchasz naszych pokaleczonych serc w tym drzewie... ja nie mogę wstać.

Nagle czuję, jak ktoś podnosi mój ciężar. Spoglądam spod potarganych włosów i potu na czole. Widzę Ciebie. Trzymasz swój krzyż i to, co ja powinnam nieść. Podnosisz mnie i patrzysz tak, że wiem, że pójdziemy noga w nogę, krok w krok obok siebie. Pójdziemy razem.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.