Posługa marianów w Afryce

Kiedy zrodziło się u Brata powołanie do Zgromadzenia?
Wychowałem się w parafii prowadzonej przez księży marianów (przyp. red. w Rdzawce) i od dziecka pragnąłem zostać księdzem. Podobała mi się ich praca. Wówczas jeszcze nie wiedziałem, czym jest życie zakonne i kapłańskie. Jednak cały czas było we mnie pragnienie bycia księdzem. Wraz z wiekiem dorastania zmieniały się moje plany. Jednak gdzieś głęboko w środku pozostała myśl, aby służyć Panu Bogu i ludziom jako brat zakonny. Nie bez znaczenia była postawa mojej cioci, która należy do Zgromadzenia Sióstr Eucharystek. Po wielu rozmowach, które z nią przeprowadziłem, zrozumiałem, czym jest życia kapłańskie, zakonne, na czym polega praca księdza, a na czym brata zakonnego. Wtedy ostatecznie podjąłem decyzję o tym, że zostanę bratem zakonnym, gdyż stwierdziłem, że ta forma posługi będzie dla mnie najbardziej odpowiednia. Było to w 2000 roku.

Co brata trzyma w życiu zakonnym?
Uczestniczenie w łasce danej przez Pana Boga. Każdy z nas jest powołany do czegoś innego – jedni do małżeństwa, inni do kapłaństwa, życia zakonnego, a jeszcze inni do życia w samotności. Każdy otrzymuje powołanie, w którym się realizuje i dobrze się z nim czuje. Źle jest wtedy, gdy ktoś np. jest powołany do małżeństwa, a wybiera inną drogę. Podobnie jest, gdy ktoś, będąc powołanym do kapłaństwa, z powodu lęku wybierze inną drogę. To jest dramat, gdyż taki człowiek może być dobrym mężem i dobrym ojcem, jednak w środku targają nim różne myśli o obraniu złej drogi życiowej. Ja uważam siebie za człowieka szczęśliwego, gdyż czuję się dobrze w Zgromadzeniu – czuję, że jestem we właściwym miejscu.

W czasie swojej posługi w Zgromadzeniu Księży Marianów posługiwał Brat jako misjonarz, kiedy rozpoczął się ten nowy etap?
Tak, pracowałem na misjach w Rwandzie, a wyjechałem do Afryki w 2008 roku. Wróciłem jesienią 2018 roku, więc spędziłem tam 10 lat. Zanim wyjechałem na misje, przez 6 miesięcy przebywałem w Paryżu, gdzie uczułem się języka francuskiego, który jest językiem urzędowym  w Rwandzie.

Dlaczego misje?
Sam zaproponowałem ojcu prowincjałowi taką możliwość. Pewnego razu spotkałem na swojej drodze kapłana. Był to marianin, ks. Stefan Szwajkowski MIC. Był on misjonarzem pracującym w Brazylii. Opowiadał bardzo długo o swojej posłudze i rozżarzył we mnie pragnienie doświadczenia czegoś podobnego.

Czym się Brat zajmował w Afryce?
Przede wszystkim do moich obowiązków należało dbanie o dom, ale także robienie zakupów, współpraca z naszymi pracownikami. Przez 8 lat pracowałem w Centrum Formacji Maryjnej w Kibeho. Dwa kilometry od naszego mariańskiego ośrodka znajduje się Sanktuarium Matki Bożej, gdzie w latach 1981-89 miały miejsce jedyne objawienia Matki Bożej w Afryce, które zostały uznane przez Stolicę Apostolską.  Prowadzimy tam dom rekolekcyjny, znajduje się także figura Pana Jezusa Miłosiernego. Z tej racji, że blisko nas umiejscowione jest maryjne sanktuarium, a my prowadzimy ośrodek maryjny, pielgrzymi często nas odwiedzają. Ważne jest również to, że w naszym ośrodku istnieje możliwość przeżycia rekolekcji.

Czym różni się życie w Rwandzie od życia w Polsce?
Jeśli chodzi o kwestie klimatyczne to jest podobnie do Polski – nasz dom w Kibeho znajduje się na wysokości 2000 m n.p.m. Rwanda jest krajem górzystym, leżącym na ternach podzwrotnikowych, więc mieszka się tam bardzo dobrze. Niestety kraj jest bardzo biedny. Zaludnienie kraju wynosi 11 milionów, jednak kraj jest bardzo mały – powierzchnia jest 12 razy mniejsza niż Polski.

W jaki sposób mariańskie charyzmaty są wdrażane w życie na misjach w Rwandzie?
Realizowane są wspomniane już rekolekcje maryjne. Poza tym jesteśmy w bezpośrednim sąsiedztwie wspomnianego Sanktuarium Matki Bożej. W Rwandzie toczyła się wojna (pomiędzy plemionami Tutsi i Hutu), dlatego mocno skupiamy się na kolejnym charyzmacie, którym jest modlitwa za zmarłych. Marianie prowadzą również w Rwandzie dwie parafie. Na prośbę miejscowego biskupa jeden z księży marianów udaje się do kilku miejsc, aby odprawiać Msze Św. Na szczęście w posłudze pomagają nam księża pochodzący stamtąd, tj. rodowici Rwandyjczycy, którzy pracują wśród miejscowej ludności.

Rozmawiał Robert Adamczyk
Biuro Prasowe
Sanktaurium Matki Bożej Licheńskiej
Grudzień 2018